Facebook

Strona główna > Nasze opowieści > Nasze opowieści

Nasze opowieści

Jeśli jesteś LESBIJKĄ, GEJEM, BISEKSUALNA / BISEKSUALNY, TRANSPŁCIOWA / TRANSPŁCIOWY lub masz INNĄ tożsamość, zapoznaj się z tekstem niniejszej strony internetowej zwracając uwagę na stosowany na niej język i podziel się doświadczeniami wychodzenia z ukrycia.

Jak pisać opowieść

Adrian
Gej, 27, Sanok, Polska, opublikowano: 2015-10-11

Czytaj


Czasami nie chcemy wcale wychodzić z ukrycia, ale ktoś nam w tym pomaga. Nieraz to potem wychodzi na dobre. Początek mojego coming-outu mógł wyglądać na porażkę. Wśród moich znajomych byłem wyoutowany - myślę, że dość standardowo: najpierw jako bi, potem jako gej. Sprawa wydała się na mojej imprezie z okazji osiemnastych urodzin. Moja wtajemniczona koleżanka wypiła trochę za dużo. Włączył jej się humor „Dlaczego mnie nie chcesz?” i zaczęła płakać. Powiedziałem jej, że nie mogę z nią być, bo dziewczyny mnie nie interesują. Usłyszał to mój brat. (Mówiłem swobodnie, bo myślałem, że śpi.) Pamiętam, że zaraz się przebudził i jakoś mi nawymyślał. Na drugi dzień czekały mnie już rozmowy. Najpierw była to rozmowa z mamą, która właściwie zaczęła płakać i rzucać trochę oklepane zdania typu „Jaki popełniłam błąd?”. Tato podszedł do tego lepiej. Zapytał mnie, czy mogę z nim o tym porozmawiać, i poszliśmy się przejść. Przede wszystkim pytał i przedstawiał swoje opinie. Wyraźnie mówił, że po prostu tego nie rozumie: nie z jakąś stanowczością w stylu „Nie rozumiem i nie chcę rozumieć”, lecz raczej: „Jest to dla mnie nowa sytuacja i nie wiem za bardzo, jak mam sobie z tym poradzić”.

 Wszyscy razem zgodziliśmy się na to, bym zaczął chodzić na terapię do psychologa. Ja się zgodziłem głównie dlatego, że byłem ciekawy, jak taka terapia wygląda. Wiedziałem też, że wykwalifikowany psycholog nie powie mi czegoś, co by mogło mieć zły wpływ na moje życie. Na terapię chodziłem przez wakacje i jeszcze sporo potem. Jasno dawałem do zrozumienia, że moja orientacja nie będzie wpływać na moje życie i chcę ją po prostu odseparować od reszty, trochę jakby o niej zapomnieć. Psycholog był jednak zdania, że czy nam się to podoba, czy nie, orientacja wpływa na nasze całe życie. Ja tego nie rozumiałem i zdecydowanie mi się to nie podobało. Jednak terapia jakieś efekty przynosiła: za jej sprawą poprawiły się moje kontakty z koleżankami w klasie, chociaż nie potrafię wytłumaczyć, jak się to stało. Rodzice od czasu do czasu pytali mnie, czy są jakieś postępy w tym konkretnym temacie. Z tego, jak rzadko o to pytali, widać było, że rozmowa o tym sprawia im trudności - a ostatecznie był to główny powód, dla którego płacili za terapię.

 Potem zaczęły się studia i życie w innej, zbierankowej społeczności, w której każdy z nas musiał się jakoś odnaleźć. Szybko odkryłem, że najwięcej wniosę do tej zbieraniny różności wtedy, gdy będę mówił o swojej orientacji otwarcie i jednocześnie pokażę, że mam do tego dystans. Chłopaki bardzo szybko zaczęli mnie traktować jako „maskotkę” i wyrażali nawet gotowość do bronienia mnie przed innymi. Byłem tak jakby „ich” gejem. Na imprezach brali mnie do tańca i (przynajmniej jak wynika to z moich obserwacji) mieli o mnie zawsze dobre zdanie. Orientacja zaczęła mi służyć jako narzędzie do wyróżniania się i szybkiego wkupienia się w nowe otoczenie. Zawsze działało - zawsze. Można łatwo wywnioskować, że mój „pride level” bardzo szybko zaczął piąć się ku górze. Próbowałem też delikatnie stosować tę taktykę w rodzinnym domu. Tam jednak moje żarty były przyjmowane z ponurą ciszą. Z czasem jednak i bracia zaczęli żartować, mama potem też, a tato zawsze najgłośniej się śmiał z okoliczności. Najmilej mi było, gdy mama otwarcie żartowała na temat mojej orientacji przy koleżankach. W końcu kiedyś powiedziała mi, że woli, że jestem gejem, niż żebym miał być chory na nieuleczalną chorobę. Nie jest to jakaś stuprocentowa akceptacja z jej strony, ale zdecydowanie idziemy w dobrym kierunku.

 Co do mojego poczucia „dumy”, zaczęło to trochę urastać do przytłaczających rozmiarów chyba. O ile wśród znajomych hetero byłem „cennym członkiem społeczeństwa”, to wśród naszego własnego grona zacząłem być odbierany raczej negatywnie. Usłyszałem w szczerych rozmowach, że „nie ma we mnie nic z tajemniczości” i że „zniechęcam tym do siebie potencjalnych chłopaków”. Pewnie coś w tym jest. Gdy to piszę, mam 25 lat i nadal nie miałem swojego pierwszego chłopaka. Zastanawia mnie jednak, czy to w takim razie ze mną jest coś nie tak, czy też może jakieś zagrożenie stanowię dla ludzi nadal tkwiących w ukryciu. Na to już nie dam odpowiedzi.

Paweł
Gej, 23, Siedlce, Polska, opublikowano: 2014-09-02

Czytaj

Ukażę historię mojego wyjścia z ukrycia przed jedną z najważniejszych osób w moim życiu – Mamą. Jest rok 2014. Od opisanych wydarzeń upłynął prawie miesiąc.


Mój ojciec wraz z moim bratem coraz częściej wyjeżdżali ze znajomymi na kilka dni do przyczepy kampingowej nad wodę. Ja z mamą zostawałem w domu. Od dawna, jeszcze zanim babcia mi to doradzała (bo już wiedziała), chciałem powiedzieć mamie o sobie. W końcu nadarzyła się okazja. Tamtego wieczoru ona siedziała przy komputerze, a ja przed telewizorem jadłem parówkę sojową. Pamiętam to dokładnie, bo był to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Kiedy tylko naszła mnie myśl, że jest okazja, by powiedzieć mamie prawdę o sobie, którą od tylu lat skrywałem, natychmiast adrenalina uderzyła do całego mojego ciała. Nie potrafiłem już przełknąć ani kęsa. Odłożyłem jedzenie i usiadłem koło niej. Oświadczyłem, że muszę jej coś powiedzieć i że jest to dla mnie bardzo ważne. Oczywiście zapytała, o co chodzi. Nie potrafiłem szybko wydobyć z siebie tych słów, lecz w końcu pod lekką presją z jej strony oznajmiłem, że jestem gejem.

 

To, w jaki sposób mama zareagowała, przygniotło mnie tak mocno, jakby ktoś zrzucił na mnie głaz. Najwyraźniej bardzo się zdenerwowała. Zaczęła od sarkazmu. Stwierdziła, że to „zajebista wiadomość” i że ,,tylko się posztachać”. Nie mogłem tego słuchać. Zacząłem płakać. Mama na mnie naskoczyła, kazała mi posprzątać klatkę schodową i zagroziła, że gdy ojciec się dowie, wtedy dopiero dostanę ,,wpierdol”. Lecz nie mogłem tak po prostu pójść sprzątać jakieś durne schody. Wybiegłem z domu.

 

Poszedłem do przyjaciółki A. Była u niej M., druga przyjaciółka, z którą wtedy byłem po małej sprzeczce. Lecz gdy mnie zobaczyły, nic się nie liczyło, tylko to, co się stało. Ostatkiem tchu wykrzyczałem to. Nigdy w życiu nie czułem się tak źle. Aż do tamtej pory nikt nie sprawił mi takiej przykrości. Poczułem, że jestem sam i że tak już zostanie, że z powodu marnych relacji z bratem w istocie go nie mam, że ojca nie cierpię, a on mnie, a matka się mnie wstydzi i zapewne nie chce znać. To był cios ponad moje siły. Chciałem umrzeć i nie czuć tego, co czułem. Na szczęście były wtedy przy mnie dziewczyny. Starały się mi pomóc. Chciały mnie uspokoić i uświadomić mi, że to nie koniec świata i że może nie jest aż tak źle. Lecz ja potrzebowałem wyrzucić z siebie te uczucia i nadzwyczaj przykre emocje, więc zostawiły mnie samego w pokoju i poszły do kuchni. Będąc tam widocznie zadzwoniły z mojego telefonu do A2., trzeciej przyjaciółki, która wtedy była gdzieś z chłopakiem. Gdybym wiedział, co zamierzają, nie pozwoliłbym im na to, bo nie chciałem psuć nastroju chociaż jednej z moich przyjaciółek. Zacząłem się uspokajać i rozmawiać. Wyszliśmy na balkon, bym ochłonął. Patrzyłem na widoczne stamtąd okna mojego mieszkania. Wywnioskowałem, że matka nic sobie nie robiła z mojego wyznania, gdyż w moim pokoju nadal paliło się światło, co oznaczało, że nadal siedziała przy komputerze. Wkrótce jednak poszła do kuchni, a następnie najprawdopodobniej do swojego pokoju. Kiedy wróciliśmy z balkonu do mieszkania, przyjechała A2. Objęła mnie i pocieszała. Było mi ogromnie głupio i przykro, że pozmieniała swoje plany z chłopakiem tylko dlatego, żeby być przy mnie. Jednak poczułem się o wiele lepiej. Byliśmy wszyscy we czworo i to dodawało mi otuchy. Oczywiście wszystko jej opowiedzieliśmy. Posiedzieliśmy i pozastawialiśmy się nad moim losem, po czym A2 i M. poszły do domów. Namawiały mnie, bym i ja poszedł, ale nie miałem dość odwagi. Jednak kwadrans później wyszedłem.

 

Można sobie wyobrazić, jak się czułem idąc do domu. Dziewczyny doradziły mi, bym nie odzywał się do matki, bo najwidoczniej nie miało to sensu. Tak też zrobiłem. Ale nie trwało to długo, ponieważ ona sama zaczęła mówić, poczynając od pytań typu: jak sobie wyobrażam dalsze życie, co zamierzam i czy zdaję sobie sprawę z tego, jak ona się teraz czuje. Po tych ostatnich słowach nie wytrzymałem. Powiedziałem, że powinna też pomyśleć o tym, jak ja się czuję przez całe życie. Byłem sceptycznie nastawiony do tej rozmowy, ale postanowiłem zawalczyć i bronić się. Matka chyba miała do mnie żal o to, że mogłem jej zrobić według jej osądu coś tak perfidnego. Widocznie nie mogła pojąć, że taki się urodziłem i że wcale sobie tego nie wybrałem. Krzycząc pytała, czego właściwie od niej oczekuję. Oznajmiłem, iż miałem nadzieję, że najnormalniej w świecie obejmie mnie, powie, że mnie kocha i że wszystko jakoś będzie dobrze. Zawiodła mnie stwierdzeniem, że w żadnym wypadku nie będzie dobrze. Mimo to zacząłem pokrótce opowiadać jej, co do tej pory działo się w moim życiu, o czym – jak się okazywało – nie miała pojęcia. Mówiłem, że wiedzą o mnie moje przyjaciółki, które – jak stwierdziłem – były w istocie moją rodziną, że przez pewien czas każdego dnia patrząc w lustro chciałem się zabić, bo życie w takim wrogim świecie nie było dla mnie łatwe. Było to nieustające pasmo upokorzeń i bólu. Było to cierpienie, którego z każdym dniem miałem coraz bardziej dosyć. Niestety – albo na szczęście – nie miałem tyle odwagi, by skończyć z sobą raz, a dobrze. Po tych słowach mama wyraźnie się zdziwiła i może nawet  przeraziła. Miałem nadzieję, że w końcu tak będzie, ale liczyłem również na coś więcej. I tak też się stało. Podczas dalszego opowiadania o mojej udręce oraz o tym, że gdyby nie dziewczyny, już by mnie nie było, matka zaczęła płakać. Nie był to zwyczajny płacz. Ona szlochała. Lecz nie był to koniec. Otóż następnie powiedziałem jej, że od roku nie chodzę do kościoła, bo nie wierzę w tego ich boga. A jeśli naprawdę istnieje i jest tak wszechmocny, jak go opisują, nie cierpię go za to, że mnie stworzył i jednocześnie pozwolił, bym przez całe życie doznawał tyle bólu. To był dla mamy kolejny cios, gdyż starała się, byśmy obaj z bratem żyli w wierze chrześcijańskiej. Jeśli chodzi o mnie, stało się zupełnie inaczej. Powiedziałem jej również, że właśnie wróciłem od A. i że dziewczyny pomogły mi pozbierać się po tym, jak mnie potraktowała. A kiedy oznajmiłem jej, że babcia, czyli jej matka, w sumie nie miała nic przeciwko temu i również mnie wsparła, wtedy mama jakby obumarła. Nie mogła znieść tego, że jej matka wie więcej o jej pierworodnym, niż ona sama.

 

W końcu jednak zacząłem odnosić wrażenie, że matka coś zaczyna sobie uświadamiać i powoli, małymi kroczkami idziemy w dobrym kierunku. I tak na szczęście było. Najwyraźniej sobie to wszystko przemyślała. Jednocześnie poprawiało się moje samopoczucie. Odczuwałem coraz mniejszy stres i strach przed tym, co będzie. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, czego mogę się spodziewać w przyszłych latach mojego życia. Powiedziałem, że jest to coś, czego boję się najbardziej, ale będę musiał sobie z tym poradzić. Ostrzegła mnie, że odtąd będę musiał skupić się na nauce, bo inaczej nie będzie dla mnie przyszłości. Zadałem jej też pytanie, czy jeśli kiedyś wyjadę, czy będzie chciała ze mną utrzymywać kontakt, czy lepiej, bym nie dawał znaku życia. Jej odpowiedź rozpoczęła się słowami „na pewno nie”, co przez moment rozumiałem, że nie będę mógł utrzymywać kontaktów z własną matką. Ale ku mojej radości w pełnym zdaniu chodziło jej o to, że oczywiście miałem utrzymywać z nią kontakt i to co najmniej raz w tygodniu. Wtedy poczułem, że znów mam mamę. Ucieszyłem się i powiedziałem, że ją kocham. Od niej usłyszałem to samo, ale stwierdziła, że musi powiedzieć o tym wszystkim ojcu, bo nie może żyć z tym sama. Nie chciałem tego, ale odruchowo zgodziłem się. Czułem, że jakoś to będzie. Poza tym mama mówiąc to objęła mnie i powiedziała wszystko to, co chciałem usłyszeć, a nawet więcej. Mianowicie: że wszystko będzie dobrze i że absolutnie nie pozwoli, by ojciec przez to wyrzucił mnie z domu, o którym to zagrożeniu wcześniej wspomniałem. Powiedziała również, że jestem jej dzieckiem i kocha mnie nadal tak samo. Potem kazała mi iść spać. Na drugi dzień stwierdziła, iż wszystko sobie przez całą długą  noc przemyślała i doszła do wniosku, że teraz nic nie będzie mówić ojcu, że kiedyś ,,wyczai” odpowiedni do tego moment. Byłem pełen szczęścia. Wszystko się układało i czułem, że najgorsze już minęło, więc na razie powinno być tylko lepiej. I jest lepiej, niż mogłoby się wydawać. Mama jest moją podporą. Jeśli chodzi o moją orientację, wspiera mnie we wszystkich jej aspektach: pyta i pomaga.

Marcin Gądek
Gej, 41, Zawiercie, Polska, opublikowano: 2014-01-13

Czytaj

Tak naprawdę nigdy nie ukrywałem swojej orientacji seksualnej. To było dziwne, ale będąc w drugiej klasie szkoły podstawowej zakochałem się w chłopaku z klasy. Choć wtedy nie wiedziałem, co to jest seks, było to uczucie bardzo silne i trwające dość długo. Myślę, że już wtedy wszyscy zrozumieli, że jestem homoseksualny.

Nigdy nie miałem problemów z mówieniem o sobie. Jako jeden z pierwszych młodych gejów w Polsce pokazywałem swoją twarz w różnych ogłoszeniach: najpierw w gazetach, później na portalach gejowskich. Mój pierwszy dłuższy związek z chłopakiem (miałem wtedy 20 lat) był o tyle ciekawy, że przez pierwszy rok mieszkaliśmy razem u mojej babci w jednopokojowym mieszkaniu. Babcia była zagorzałą katoliczką, słuchała Radia Maryja, a mimo to akceptowała nasz związek.

Śmiało mogę powiedzieć, że nigdy nie wyszedłem z ukrycia, gdyż nigdy w ukryciu nie byłem. Żyję po prostu otwarcie. Oczywiście nie informuję wszystkich o swojej orientacji, ale też nie zaprzeczam, gdy ktoś o nią pyta. Swoim wyglądem nie przypominałem nigdy geja znanego ze stereotypów, więc niektórym znajomym wręcz musiałem udowodnić, że nie jestem hetero. Być może styl mojego życia nigdy nie wymusił na mnie potrzeby ukrywania się. Zawsze jednak byłem człowiekiem odważnym. Przykre jest to, że wielu ludzi LGBT nie ma odwagi być po prostu sobą.

Paweł
Gej, 38, Poznań, Polska, opublikowano: 2013-12-22

Czytaj

Świadomość, że interesują mnie mężczyźni, zaczęła budzić się we mnie wcześnie, bo w wieku 12-13 lat. Obserwowałem to z trudnym do zrekapitulowania zdumieniem, zaciekawieniem, fascynacją – żadne słowo nie będzie właściwe, by dziś, po latach, opisać ten wczesnomłodzieńczy stan. W każdym razie, gdy miałem już 15 lat i szedłem do szkoły średniej, wiedziałem, że jestem gejem. Niejednego pewnie zdziwi ta wczesna krystalizacja własnej tożsamości. Ale tak właśnie było.

Nie był to jeszcze łatwy czas. W połowie lat dziewięćdziesiątych tematyka gejów i ich emancypacji dopiero przebijała się do świadomości społecznej wraz z niedawno wcześniej odzyskaną wolnością. Czuło się w wielu miejscach i środowiskach homofobiczne nastawienie. Pamiętam, jak dzieci z sąsiedztwa wyzywały od pedałów jednego z mieszkańców sąsiedniego budynku. We mnie budziło to przestrach i zażenowanie. Nie potrafiłem przeciwstawić się tej sytuacji i nadkładałem często drogi, by samemu uniknąć spotkania z owymi werbalnymi napastnikami. Wiele lat chodziłem wystraszony, przepełniony obawami przed dekonspiracją. Słowo „pedał” było dla mnie już nie tylko obelgą, lecz także czymś jak rażenie prądem. Do dziś pamiętam ten stan w ciele, to odczucie. Mimo to zdołałem kilku osobom z najbliższego otoczenia – przyjaciółce, nauczycielce w liceum, a nawet nauczycielowi wuefu – powiedzieć, że jestem gejem. Zostało to przyjęte ze spokojem, a nawet z pewnym uznaniem, i spowodowało jedynie wzmocnienie naszych więzi: przyjaciółka stała się wobec mnie jeszcze bardziej szczera, dużo starsza nauczycielka stała się z kolei prawdziwą przyjaciółką, a wuefista przymykał oko na moje absencje na sali gimnastycznej.

Gorzej początkowo poszło w domu. W istocie nie było to moje „wyjście z kryjówki”, ale „wtargnięcie do niej z zewnątrz” przez kogoś innego. Mama odkryła (Ojca nie miałem od wielu lat), gdy nie było mnie w domu, moje pamiętniki. Z nich wywnioskowała, jaka jest moja tożsamość seksualna. Sądzę, że sięgnęła do mojej szuflady tylko po to, by zweryfikować swoje lękliwe podejrzenia. Niestety Mama nie zaakceptowała mnie wtedy. Zmusiła mnie w nieprzyjemny sposób do badania w kierunku HIV (okazało się negatywne – byłem zdrowy), miesiącami zakazywała mi wychodzić z domu, prawiła morały o ludziach homoseksualnych, których nazywała „zakałą społeczeństwa”. Nie ukrywała, że obawia się ostracyzmu społecznego czy wręcz linczu. Tym bardziej, że wspomnianemu mężczyźnie z sąsiedztwa namalowano kilka razy na drzwiach owo stygmatyzujące słowo PEDAŁ. Trwało to przez cały koszmarny rok. Rozwinęła się wtedy we mnie depresja. Pokonałem ją dopiero, gdy w desperacji uciekłem z domu. Nie było mnie kilka tygodni. To było otrzeźwienie dla Mamy. W czasie mojej nieobecności, gdy Mama nie wiedziała, co się ze mną dzieje i odchodziła od zmysłów, zajęła się nią jej przyjaciółka. Tłumaczyła Mamie, czym jest akceptacja dla własnego dziecka. Gdy wróciłem, nic już w domu nie było takie samo. Mama się zmieniła, temat przestał istnieć. Funkcjonowaliśmy niby normalnie, ale w chłodnej atmosferze. Kiedy, mając 18 lat, przyprowadziłem do domu przyjaciela, nie protestowała. Mógł mnie odwiedzać, częstowała go obiadami, a nawet zrobiła prezent na święta. O gejostwie nie umiała jeszcze rozmawiać. Dziś robi to bez kłopotu. Co więcej, jest bardziej ofensywna niż ja w piętnowaniu zachowań homofobicznych. Zwraca ludziom uwagę na niestosowne określenia. Ostatnio prawie pokłóciła się na tym tle z własną (homofobiczną) siostrą. Rozmawiamy już otwarcie i spokojnie, w zupełnie naturalny sposób. Jestem z Niej dumny. Dojście do tego poziomu świadomości zajęło jej dziesięć lat.

Sam codziennie wychodzę z ukrycia. Nie jest tak, że o mojej orientacji seksualnej rozmawiam zawsze i wszędzie. Nie jest ona przecież wyłącznie i w całości tożsama ze mną, lecz stanowi część mojej osobowości, która ma jeszcze wiele innych aspektów. Nie wyobrażam sobie jednak ukrywania, że jestem gejem, przed przyjaciółmi (wszyscy wiedzą i nikt z tego powodu nie odsunął się ode mnie) czy znajomymi. Zapytany o to, na ogół bez wahania potwierdzam – spokojnie, bez tonu sensacji bądź prowokacji: „Tak, jestem gejem i dobrze się z tym czuję”. Jedyną sytuacją, w której bym nie potwierdził swojego gejostwa (homoseksualności), byłoby zagrożenie dla mojego zdrowia lub życia – wtedy pewnie bym zaprzeczył. Ale kto wie, czy za jakiś czas i to się nie zmieni.

Bartłomiej
Gej, 24, Limanowa, Polska, opublikowano: 2013-12-03

Czytaj


Moje odkrywanie siebie jako geja rozpoczęło się już w szkole podstawowej. Gdy przebierałem się z kolegami w szatni, zawsze zdarzyło mi się rzucić okiem na ich nagie ciała. Po części też porównywałem się z nimi, jak chyba każdy. Tak trwało to do końca gimnazjum. Pamiętam, jak jeden kolega wrócił na wf po czterech miesiącach zwolnienia i gdy zdjął koszulkę, zobaczyłem parę włosów na klacie. Ogromnie mi się to spodobało. Pierwszym poważnym zwiastunem mojej orientacji seksualnej był pierwszy pocałunek z dziewczyną. Poczułem, że jest to jakieś dziwne, pomimo że miałem wtedy może 13 lat. Nie było to dla mnie naturalne. W wieku lat 15 miałem dziewczynę. Chodziliśmy z sobą przez prawie pół roku, jednak zawsze, gdy po spotkaniu żegnaliśmy się, czułem swego rodzaju ulgę. Może to dziwne, ale na spotkania zawsze wybierałem miejsca, gdzie nikt znajomy nie mógł nas zobaczyć. Mogę teraz powiedzieć, że wówczas po prostu wstydziłem się tego, co nosi miano uczucia zakochania się … do czasu, gdy zakochałem się w koledze z klasy. Na imię miał Damian i do dziś jest dla mnie ideałem mężczyzny. Mieliśmy z sobą świetny kontakt. Mogłem z nim porozmawiać o wszystkim, robiliśmy razem wiele rzeczy i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Powodowało to, że czułem się szczęśliwy. Nieraz zdarzyło nam się grać do późna u niego w mieszkaniu i potem razem zasypialiśmy w łóżku, a ja mogłem go dotknąć. Byłem wtedy szczęśliwy i spełniony. Gdy w końcu zdecydowałem się wyznać mu swoje uczucia... cóż, po prostu uciekł. Zerwał kontakt. Ja zaś bardzo długo cierpiałem po całym zdarzeniu.


Pamiętam jak dziś Sylwestra 2009 roku. Pojechałem do siostry na święta i zostałem u niej do Nowego Roku. Upiliśmy się i miałem pierwszy raz w życiu kaca. Włączyłem wtedy laptopa i wpisałem w Google "młodzi geje". Na drugiej stronie wyników pojawiła się www.innastrona.pl. Szybko założyłem na niej konto i przeżyłem szok: na świecie poza mną są też inne chłopaki geje. Nie mogłem wyjść z tej strony internetowej. Patrzyłem na ich twarze i nie mogłem wyjść z podziwu oraz otrząsnąć się z szoku, że nie jestem jedynym takim chłopakiem. Potem już popłynąłem. Pierwszy mój chłopak, czarnowłosy Mariusz, był ode mnie o rok starszy. Chociaż byłem z nim niecałe pół roku, to on w istocie uświadomił mi, kim jestem. Posiadając taką wiedzę, zdecydowałem się ujawnić przed rodziną. Rodzeństwo zaakceptowało mnie od razu. Mama nadal nie wierzy, ale nie krytykuje mnie.


Obecnie mam prawie 21 lat. Mam za sobą kilka prób tworzenia związku. Stoję znowu na życiowym zakręcie. Mogę jednak stwierdzić, iż uświadomienie sobie, że jestem gejem, w tak młodym wieku, pomogło mi uniknąć wielu problemów, z jakimi zmagali się moi znajomi i przyjaciele.


1 2 > >>